Bronisława WŁODKÓWNA – pisarka, nauczycielka i bibliotekarka

Bronisława WŁODKÓWNA – pisarka, nauczycielka i bibliotekarka

Bronisława Włodkówna urodziła się 19 sierpnia 1882 r. w Nużewku, gdzie jej rodzice Józef i Zofia z Wybickich Włodkowie mieli własny majątek. W Ciechanowskiem rodzina Włodków kojarzona jest z Niestumiem i okazałym nagrobkiem na cmentarzu przy ul. Płońskiej w Ciechanowie. Majątek Niestum pozostawał w ich rękach od 1847 r. Po śmierci ojca Hipolita objął go w posiadanie syn Władysław. Drugiemu – właśnie Józefowi rodzice zakupili w 1872 r. Nużewko. Po przedwczesnej śmierci Władysława w 1880 r. Józef Włodek wziął dodatkowo w dzierżawę Niestum. Jak pisze we wspomnieniach wnuk Władysława – Józef Milewski, zawarto wówczas formalny kontrakt, który z powodu spadku cen zboża, okazał się niekorzystny dla dzierżawcy. Mimo to Józef Włodek płacił ustalone sumy szwagierce przez cały okres, na jaki opiewała umowa. Później dzierżawy nie przedłużał, ale dalej administrował majątkiem. Jak przypuszcza Milewski straty poniesione w Niestumiu spowodowały konieczność sprzedaży Nużewka, co nastąpiło w październiku 1886 r. Józef Włodek wziął wtedy w dzierżawę Lekowo, należące do Ordynacji Opinogórskiej. Dzierżawy zrzekł się w 1920 r., czyli na rok przed śmiercią.

Grób rodziny Włodków na cmentarzu przy ul. Płońskiej w Ciechanowie, 2009 r. (Fot. B. Bielasta)

Józef Włodek (1848 – 27 III 1921) dał się poznać nie tylko jako dobry gospodarz w Lekowie i Niestumiu, ale szerzej także jako społecznik. Był sędzią gminnym. Na tym stanowisku zastąpił Józefa Milewskiego. Raz w tygodniu dojeżdżał bryczką do Zeńboka, gdzie mieścił się sąd okręgu I dla gmin Grudusk i Regimin. W 1882 r. został pierwszym prezesem straży pożarnej w Ciechanowie. Funkcję tę pełnił do 1905 r. Gdy w 1913 r. powstała w Regiminie gminna straż pożarna, stanął na czele jej Komisji Rewizyjnej. Był współzałożycielem Ciechanowskiego Towarzystwa Wzajemnego Kredytu, którego zebranie organizacyjne miało miejsce 5 października 1899 r. w restauracji Antoniego Ranieckiego w Ciechanowie. Współpracując z Michałem Bojanowskim oraz Krasińskimi aktywnie działał w okresie rewolucji 1905 roku. Brał udział w wiecu antyrosyjskim. Przyczynił się do powołania placówki Polskiej Macierzy Szkolnej w Lekowie i został jej przewodniczącym. Zabiegał o wprowadzenie języka polskiego do szkółek powszechnych, pisząc nawet petycje do Petersburga. W 1908 r. we dworze w Lekowie założył ochronkę. W czasie I wojny światowej angażował się w organizowanie samopomocy społecznej i działalność charytatywną. Pracował w tym zakresie obok ks. Antoniego Gutkowskiego z Lekowa, ks. Wincentego Jadźwińskiego z Koziczyna, Jana Bojanowskiego z Lipy i innych w Komisji Gminnej Rady Opiekuńczej w Regiminie. Efektem tych prac było m.in. funkcjonujące w latach 1914-17 schronisko dla dzieci.

Józef Włodek był znany nie tylko w gminie Regimin czy powiecie ciechanowskim. Wymieniano go wśród wielu znakomitości guberni płockiej. Przykładem może być bal charytatywny zorganizowany w Płocku w 1902 r. na rzecz wpisów dla niezamożnych uczniów. Znalazł się wówczas w komitecie gospodyń i gospodarzy organizujących imprezę.

Wspomniany Józef Milewski mocno podkreśla dbałość Józefa Włodka o rodzinę swoją i zmarłego brata. Sam miał liczną rodzinę, sześcioro dzieci, był więc w trudniejszej sytuacji finansowej niż jego bratankowie, ale nie pomagał sobie ich kosztem […] – napisał. Wdowa po Władysławie i jej dzieci zachowały o nim wdzięczną pamięć. Był podobno popędliwy, ale odznaczał się wielką solidnością, która budziła uznanie nawet wśród ludzi mu niechętnych. Do tych ostatnich Milewski zaliczył Stefana Żeromskiego, który opierając się w istocie na plotkach przekazywanych w szulmierskim dworze napisał: […] pan Włodek z Niestumia mówi bardzo wiele, jest sędzią gminnym – zresztą wszystkie jego grzechy i wady znam od p. Telimeny, naturalnie. Zarzucano mu też podobno brak patriotyzmu, czego dowodem miało być niesienie walizki rosyjskiemu dygnitarzowi na stacji kolejowej w Ciechanowie. Mieszkający w pobliżu A. Ostrowski, który dokuczał sąsiadom złośliwymi wierszykami, napisał o Włodku:

Czerwonym nosem zawsze poczuje
I odpowiedniej partii basuje.
Wszędzie się wkręci, choć nie wołany
Stąd na prezesa forytowany
Nie zawsze dobrze rządzi i sądzi
Działa zbyt prędko, więc często błądzi
Najdroższych gości w karty ogrywa
Chyba zgadniecie jak się nazywa.

Wydaje się, że przebija się tu wielka złośliwość, a może zazdrość autora. Trudno, by Włodek pełnił przez wiele lat tyle funkcji i był wybierany na różne stanowiska, gdyby nie miał uznania w swoim otoczeniu. Wśród mieszkańców Lekowa i okolicy był znany jako opiekun oswojonej wydry, która chodziła z nim na spacery.

Józef Włodek żenił się dwa razy. Pierwszą żoną została 2 czerwca 1875 r. jego cioteczna siostra Zofia Wybicka (ur. 1855 r.) z Tylic w parafii Gostkowo w ziemi chełmińskiej. Po raz drugi poślubił Anielę z Zawadzkich, wdowę po N. Garczyńskim urodzoną w 1845 r. Zmarł 27 marca 1921 r. i spoczął na cmentarzu w Lekowie.

Grób Józefa i Zofii Włodków na cmentarzu w Lekowie, 2018 r. (Fot. B. Bielasta)

Józef i Zofia Włodkowie mieli 6 dzieci: Irenę – później żonę Edmunda Fankanowskiego, porucznika 11 Pułku Ułanów, dyrektora gimnazjum w Mławie, Gustawa – inżyniera, specjalistę budowy mostów, Józefę – działaczkę społeczną, pamiętnikarkę, nauczycielkę krawiectwa w szkole dla dziewcząt panny Plater w Warszawie, Bronisławę – nauczycielkę, urzędniczkę, bibliotekarkę i pisarkę, Zofię – zamężną Garczyńską, następnie Gawrońską oraz Józefa – inżyniera i przez wiele lat prezydenta Grudziądza.

Społecznikowska pasja ojca miała ogromny wpływ na wychowanie dzieci. Wybitnym tego przykładem jest Bronisława.

Bronisława Włodkówna najpierw uczyła się w domu w Lekowie, później na pensji w Warszawie. Przed I wojną światową pracowała we dworach jako nauczycielka domowa, ucząc dzieci ziemiańskie języka francuskiego oraz przygotowując je do szkół. Włączała się również w różne akcje oświatowe. Znalazła się chociażby wśród prelegentów spotkań towarzyszących wystawie rolniczej, zorganizowanej w 1907 r. w Ciechanowie. Mówiła wówczas o roli dziecka wiejskiego.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zamieszkała w Warszawie. W 1920 r. po otwarciu Konsulatu Generalnego RP w Monachium jej kuzyn, dziennikarz Ludwik Włodek – syn Władysława z Niestumia – został pierwszym konsulem. Za jego namową wyjechała do Niemiec i również podjęła pracę w konsulacie. Po śmierci Ludwika w lipcu 1922 r. powróciła do kraju. Zamieszkała początkowo u brata Gustawa w Warszawie, a następnie już w samodzielnym mieszkaniu na ulicy Wiejskiej.

Bronisława Włodkówna prowadziła ożywione życie towarzyskie. Spotykali się u niej artyści i poeci, niektórym pomagała. Bywała w jej domu śpiewaczka Ada Sari, znała się z nuncjuszem apostolskim w Warszawie Achillesem Ratti, późniejszym papieżem Piusem XI.

W 1918 r. początkujący poeta Kazimierz Wierzyński, który właśnie wrócił z obozu jenieckiego w Rosji i pracował jako korektor w „Gazecie Warszawskiej”, zmagając się z ciągłym brakiem pieniędzy, również doświadczył jej gościnności. Stało się to za sprawą jego, równie ubogiego, nowego przyjaciela, malarza Władysława Porankiewicza, który raz na tydzień był zapraszany do panny Bronisławy Włodkówny na kluski z twarogiem. W swoim „Pamiętniku poety” Wierzyński pisał: W szczerej i wielkodusznej przyjaźni wprowadził mnie do jej domu przy ulicy Wiejskiej, gdzie w małym biedermajerowskim saloniku na delikatnych krzesełkach zasiadaliśmy przy jesionowych stolikach do kopiastych mich naszej łaskawej gospodyni. Powieści jej nie poruszały z posad ziemi, choć wydawał je potężny Gebethner i choć miały swoich licznych czytelników, a raczej czytelniczki. Omawialiśmy te dzieła z szacunkiem, który wzrastał proporcjonalnie do zaspokajanego apetytu. W rozmowach brylował Porankiewicz, jeden z najbardziej uroczych ludzi jakich znałem. „Kluski z pierogami” (jak napisał w omówieniu maszynopiśmiennej wersji „Pamiętnika poety” Michał Sprusiński), które im serwowała, były wówczas – w czasie powszechnej biedy – nie lada rarytasem.

Bronisława Włodkówna, która pisać zaczęła jeszcze przed wybuchem I wojny światowej, dopiero po powrocie z Monachium całkowicie poświęciła się działalności literackiej.

Jej pierwsza powieść „Na własnym zagonie” powstała dość wcześnie. Drukowana była w 1910 r. na łamach „Gazety Świątecznej” pod kryptonimem B.W., natomiast w 1914 r. ukazała się w formie książkowej. Jej bohater Michał Radzki jest klasycznym przykładem pozytywistycznego działacza. Gdy w spadku po wuju otrzymuje 12-morgowe gospodarstwo w Wądołach, nie tylko próbuje doprowadzić je do kwitnącego stanu, ale przerażony biedą mieszkańców wioski, spowodowaną ciemnotą, pijaństwem, grą w karty i zadłużeniem, postanawia im pomóc. Obdarzony samymi zaletami, własnym przykładem zachęca sąsiadów do uczciwej pracy, a także staje przeciwko Szulcowi – młynarzowi i właścicielowi sklepu, którego poczynania są przyczyną wszelkiego zła w Wądołach. W końcu udaje mu się założyć we wsi szkołę, ochronkę, czytelnię i dom ludowy.

Pierwsza samodzielnie wydana książka Włodkówny to powieść „Orlińscy” opublikowana w 1911 r. W 1912 r. powstała dwutomowa powieść dla młodzieży „Julcia”, oparta na wspomnieniach z lekowskiego dworu. Przed I wojną światową wyszły jeszcze drukiem powieść „Stracone szczęście” (1913) oraz „Proste dzieje” (1913), a w 1917 r. „Opowiadania”.

Spośród tych pierwszych utworów zwracają uwagę „Proste dzieje” z podtytułem „wspomnienia”, napisane w formie obrazów z życia starej, samotnej kobiety. Anna w obliczu śmierci wspomina bliskie osoby i wydarzenia, szczególnie szczęśliwe dzieciństwo, siostrę Janię, ojca lekarza, niezbyt bliskie relacje z matką, śmierć kochanej piastunki „bońci” i swoje małżeństwo. Autorka kreśli tu udane portrety psychologiczne opisywanych osób, a szczególnie głównej bohaterki.

Najbardziej płodny okres w twórczości Bronisławy Włodkówny to lata międzywojenne. Ukazały się wtedy: „W obłokach” (1919, 1925) ‒ praca nagrodzona w konkursie Gazety Narodowej w Poznaniu; następnie opowiadania z dziejów Polski i Litwy „Zbratani” (1920); powieści: „Bonar piękny i Bonar garbaty” (1921, drukowana również w „Dzienniku Polskim”), „Cierpienie i radość” (1927), „Księżniczka Wanita” (1928 i 1936) i „Dzielne rodzeństwo” (1930); opowiadania dla młodzieży „Przeciw złej doli” (1923). Charakter autobiograficzny miała książka „Równoległe ścieżki” (1929), oparta na wspomnieniach z pracy w konsulacie w Monachium. Ostatnią jej powieścią była wydana w Łomży „Tajemnica pana Kostry” (1938).

Utworem nawiązującym do dzieciństwa spędzonego w lekowskim dworze jest dwutomowa powieść dla młodzieży „Julcia”. Książka miała dwa wydania. Pierwodruk ukazał się nakładem Gebethnera i Wolffa z ilustracjami Zygmunta Badowskiego w 1912 r. Po raz drugi wydał ją w 1929 r. Dom Książki Polskiej w serii Biblioteka Książek Błękitnych. Wówczas ilustrowała ją Zofia Szyszko-Bohuszówna. „Tygodnik Ilustrowany”, anonsując ukazanie się powieści, pisał: Do grona autorek, piszących dla młodzieży, przybyła jeszcze jedna. Jest to Bronisława Włodkówna, autorka „Orlińskich”. Opowiadanie jej dla dzieci, p.t. „Julcia”, ma wiele ujmujących zalet, a przedewszystkiem odznacza się prawdziwą znajomością wsi polskiej, która, jako tło do historyi małej dziewczynki, odtworzona jest z całem bogactwem kolorystyki. Ta wieś polska to właśnie Lekowo, przekształcone przez autorkę w Lechowo. Ośmioletnia Julcia była córką ogrodnika Franciszka Morwy, nazywanego w dalszych rozdziałach Morawiakiem. Mieszkała z rodzicami i dwojgiem młodszego rodzeństwa w małym domku nieopodal lechowskiego dworu.

Ilustracja Zofii Szyszko-Bohuszówny w książce „Julcia” B. Włodkówny

Dom otaczały krzewy i kwiaty, a wewnątrz wisiały obrazy, m.in. z wizerunkiem św. Stanisława Biskupa, patrona lechowskiego kościoła. Julcia była bardzo pracowitą dziewczynką: Gospodyni też to była, gospodyni, że drugiej takiej ze świecą szukać: umiała w piecu ogień rozniecić, wody małem wiaderkiem z pobliskiej rzeczki nanosić, izbę zamieść, przed domem piaskiem żółciutkim wysypać, mleko i kaszę ugotować, guzik przyszyć, a najlepiej umiała zabawić młodsze rodzeństwo. W wolnych chwilach spędzała czas z dziećmi państwa Włodkowskich ze dworu. Właśnie Włodkowskimi autorka nazywała dziedziców, a ich dzieciom nadała imiona swojego rodzeństwa: Ircia, Gucio, Józia i Zosia, natomiast imieniem Brońci obdarzyła najbliższą przyjaciółkę Julci. Starszymi dziećmi zajmowała się guwernantka – panna Maria, młodszymi niania Babecka. Dzieci bardzo miło spędzały wolny czas: bawiły się w dworskim ogrodzie pod kasztanami, naśladowały piratów w krzakach, „kleciły bajdy”, chodziły do lasu, z zapartym tchem obserwowały żniwiarzy zaglądających do dworu z tzw. okrężnym, słuchały ich przyśpiewek. Dziewczynki powierzały sobie sekrety i dzieliły swoimi skarbami. Julcia chociażby oddała Brońci pięknie malowane w Chińczyków blaszane pudełko od herbaty, które jej ojciec dostał od Chodzińskiej, handlującej artykułami spożywczymi w sklepiku znajdującym się przy placu na wprost kościoła. Tu warto zaznaczyć, że w Lekowie rzeczywiście obok kościoła funkcjonował sklep „kooperatywy”, a po drugiej stronie drogi ‒ sklep kolonialny Kałduńskich. Brońcia z kolei przekazywała przyjaciółce swoje najlepsze książki. Sielankę przerwała choroba Brońci i jej śmierć z powodu szkarlatyny oraz sprzedaż dworu przez państwa Włodkowskich. Julcia zaprzyjaźniła się wprawdzie z dorosłą, ale chorą córką nowego właściciela dworu, pana Molskiego, ale i tę zażyłość przerwał wyjazd, a później śmierć panny Janiny vel Marii. Molski rozparcelował Lechowo i sprzedał je po kawałku wieśniakom. Franciszek Morwa pozostał bez pracy i za namową Molskiego wyjechał z rodziną do Warszawy, gdzie zatrudnił się w Ogrodzie Łazienkowskim. Rodzina mieszkała na Solcu. Julcia nie czuła się dobrze w stolicy, nie pomagały nawet kolonie nad Pilicą czy w Lesznie. Sytuację pogorszyła jeszcze śmierć ojca. Julcia i jej siostra musiały zarabiać na życie, spotykało ich przy tym sporo przykrości, i chociaż powieść kończy się optymistycznie, to zapewne wywołała, jak zapowiadał autor wspomnianego wyżej anonsu w „Tygodniku Ilustrowanym”, wiele współczucia w sercach młodych czytelników, zwłaszcza wtedy, kiedy złośliwy los rzuca Julcię na bruk miejski i tam się nad nią na dobre pastwić zaczyna.

„Julcia” nie jest jedynym utworem, nawiązującym do Lekowa i okolic. W powiastce „Mała przyjaciółka”, zamieszczonej w zbiorze „Opowiadania”, stara żebraczka Agnieszka mieszka na skraju wsi Lewkowic (Lekówiec?). O wiele mniej czytelne są Ciężkowice – wieś rodzinna Felka Doliniaka, bohatera opowiadania „Z tęsknoty” z tego samego zbioru. Felek wracając z Petersburga, gdzie służył w wojsku i pracował jako furman u rosyjskiego generała, wysiada na stacji w Ciechanowie, a stamtąd [ma] tylko cztery wiorsty do Ciężkowic. Zmierza do nich mijając Wólkę Grzybowską.

Bohaterowie utworów Bronisławy Włodkówny, zarówno tych pisanych z myślą o młodym czytelniku, jak i starszym, to zwykle osoby, obdarzone wieloma przymiotami takimi jak pracowitość, uczciwość, bezinteresowność, wrażliwość, współczucie dla pokrzywdzonych i chęć niesienia pomocy innym, szacunek dla starszych, oddanie rodzinie i przyjaciołom. Tłem utworów jest przeważnie polska wieś, a tę autorka znała doskonale z własnego dzieciństwa, czy z pracy nauczycielskiej. Powieści i opowiadania nie są wolne od dydaktyki. W akcję wplata autorka niejednokrotnie pouczające wypowiedzi osób, z którymi przyszło ich bohaterom obcować. Trudno jednak oczekiwać, by te bardzo poczytne przed stu laty książki, zainteresowały współczesnych czytelników, żyjących wszak w zupełnie innym świecie.

Bronisława Włodkówna w czasie wybuchu wojny w 1939 r. przebywała w majątku kuzynki Marii Chełmickiej w Okalewie (gm. Skwirlno, pow. Rypin). Zagrożona wysiedleniem, udała się do bratanicy Ireny Karczewskiej mieszkającej w Sielcu pod Płońskiem. W 1941 r., ratując się przed wywózką, rodzina Karczewskich i Włodkówna przeszli przez granicę do Generalnej Guberni. Bronisława nie pozostała długo w Warszawie. Przeprowadziła się do Cielądza (pow. Rawa Mazowiecka) do swojej przyjaciółki, panny Wolff; prowadziła jej gospodarstwo do 1945 r. Po objęciu władzy przez komunistów, obie panie musiały opuścić majątek. Bronisława podjęła wówczas pracę w domu opieki w Rawie Mazowieckiej, ale dość szybko z niej zrezygnowała. Wyjechała do Olsztyna, gdzie mieszkali Karczewscy, i tu 1 listopada 1946 r. rozpoczęła pracę w Miejskiej Bibliotece Publicznej, organizowanej od podstaw przez Wandę Dąbrowską. Zmarła nagle 4 września 1950 r. w olsztyńskim szpitalu z powodu wylewu krwi do mózgu.

W pamięci potomnych zapisała się jako osoba bardzo kulturalna, znająca języki obce, towarzyska, z dużym poczuciem humoru, oczytana i potrafiąca zachęcać ludzi do czytania wartościowych książek. Umiała barwnie opowiadać, szczególnie wspominając swoje spotkania z wielkimi osobistościami. Przykładała wielką wagę do pisowni swojego nazwiska: Włodkówna (nie Włodek).

Bibliografia:

Bielasta B.: Historia gminy Regimin. – Ciechanów; Regimin, 2017

Dąbrowska W.: W kościele metodystów // W: 20 lat pracy publicznych bibliotek powszechnych województwa olsztyńskiego. – Olsztyn, 1966

Julcia. ‒ Tygodnik Illustrowany, 1912, nr 48, s. 1014 (Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Łódzkiego)

Księga hipoteczna dóbr ziemskich Nużewko powiatu ciechanowskiego: 1829-1904. – AP Mława. Sygn.1638

Lewandowski E.: Ciechanowski słownik biograficzny. – Ciechanów, 2008

Milewski J.: Wspomnienia o Mazowszu i mazowieckiej szlachcie. – London, cop. 1988

Sprusiński M.: Kazimierza Wierzyńskiego „Dziennik poety”. – Twórczość, 1981, nr 5, s.70-86

Wierzyński K.: Pamiętnik poety. – Warszawa, 1991

Włodek J. M.: Rodzina Włodków z Niestumia i jej wkład do kultury polskiej //W: Aktywność kulturalno-oświatowa mazowieckich ziemian w XIX i XX wieku. – Ciechanów, 2007, s. 49-87

 

Utwory B. Włodkówny (wybrane)

B.W.: Na własnym zagonie. – Gazeta Świąteczna, 1910, nr 23-42 (1531-1550) (e-biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego)

Włodkówna B.: Julcia. – [Wyd. 2]. – Warszawa, [1929].

Włodkówna B.: Opowiadania. – Warszawa, 1917 (Biblioteka Cyfrowa WBP w Lublinie)

Włodkówna B.: Proste dzieje. – Warszawa, 1913 (zbiory PBP w Ciechanowie)

 

 

2 thoughts on “Bronisława WŁODKÓWNA – pisarka, nauczycielka i bibliotekarka

    1. Akt 108/1890 z parafii Ciechanów jest rzeczywiście aktem urodzenia/chrztu Bronisławy Włodkówny, ale spisanym kilka lat po jej narodzinach. W tekście jest wyraźnie napisane, że urodziła się 7/19 sierpnia 1882 r. w Nużewku. Dziękuję za wnikliwą lekturę i pozdrawiam. Barbara Bielasta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *